
Tak, dzień zaczął się nerwowo, jak się okazało było sporo do zrobienia… Beata przygotowywała się intensywnie i jestem pełen podziwu dla jej spokoju w obliczu ilości zdarzeń. Wszystko uspokoiło się po przybyciu Mike’a – Pan Młody ze swoją obstawą pojawili się wreszcie w domu i rozluźnili atmosferę. Od tego momentu było coraz weselej i luźniej. Tańce, hulanki, swawole… Anglicy mówili, że nasze wesela bardziej im się podobają….ciekawe dlaczego.