
Tego dnia pogoda była niewyraźna, dlatego swoje dyskusje na ten temat zalaliśmy szybką kawą na stacji benzynowej (…i hot-dogiem). W Szczelińcu Wielkim zebraliśmy nasz ekwipunek po czym wdrapaliśmy się długimi schodami na szczyt. Uff, mój sprzęt trochę waży, zatem rozgrzewkę miałem za sobą. Nasza sesja miała charakter całkowicie spontaniczny, tutaj zdjęcie w szczelinie, tu na występie skalnym albo w sąsiedztwie monumentalnych kamieni. Przyznam, że niektóre lokalizacje były karkołomne, wymagały odwagi i sprawności od Agnieszki i Marcia. Jestem im za to bardzo wdzięczny, bo dzięki temu powstały na prawdę wyjątkowe ujęcia. Nikt nie spadł, nie złamał nogi, sprzęt również wrócił cały. I na dodatek nie padało, pojawiły się natomiast chmury, za co dziękowałem matce naturze. Jeszcze raz dziękuję za wspaniałą współpracę oraz wytrwałość – Pani Młoda była wyjątkowo twarda. Plener w takiej sukni przy 5 stopniach ciepła to nie lada wyczyn.