
Wchodząc do przytulnego mieszkanka Małgosi nie spodziewałem się tak licznej ekipy. Atmosfera była wartka i pełna ciekawych sytuacji, panie zajęte przygotowaniami, panowie znacznie luźniej. Udało się, Małgosia już gotowa, Marcin się zjawił – zaczynamy. W Urzędzie Stanu Cywilnego nie obyło się bez łez szczęścia i wzruszeń. Byłem świadkiem wyjątkowo wzniosłej przemowy Pani udzielającej ślubu, co dodatkowo podbiło rangę wydarzenia i dodało mu uroku. Zabawa w Restauracji „The Piano” jak zwykle na wysokim poziomie – uwielbiam te podświetlane ściany i pyszności serwowane przez szefa kuchni. Pełna celebracja od początku, doskonałe humory uczestników udzielały się nawet obsłudze. Znaleźliśmy kilka chwil na plener, a potem….. tylko zabawa i tak do rana. Czego chcieć więcej – pozdrawiam nowożeńców – Małgosię i Marcina.